Masz dyskopatię i boisz się ćwiczyć? Czy trening jest bezpieczny?

„Mam dyskopatię, a Ty chcesz mnie wysłać na siłownię? Przecież ja powinienem uważać na kręgosłup.”
Jeżeli właśnie tak pomyślałeś, kiedy fizjoterapeuta zaproponował Ci trening medyczny, doskonale rozumiemy, skąd bierze się ta obawa.
Być może pamiętasz jeszcze moment, kiedy nie mogłeś się normalnie schylić. Każdy ruch powodował ból. Ból schodził do pośladka albo nogi. Może przez kilka dni praktycznie nie wychodziłeś z domu. A może usłyszałeś nawet, że jeśli nie będzie poprawy, trzeba będzie pomyśleć o operacji.
Teraz wreszcie jest lepiej.
I właśnie teraz ktoś proponuje Ci… trening z obciążeniem.
Pierwsza myśl?
„Nie ma mowy. Jeszcze znowu coś sobie zrobię.”
I właśnie dlatego powstał ten artykuł.
Chcemy odpowiedzieć na najczęstsze obawy osób, które przeszły problemy z kręgosłupem i boją się rozpocząć trening medyczny.
„Mam przepuklinę. Czy ja w ogóle mogę ćwiczyć?”

To jedno z pierwszych pytań, jakie słyszymy.
Masz rezonans. W opisie widzisz:
„dyskopatia”, „przepuklina”, „wypuklina”, „zmiany zwyrodnieniowe”.
Trudno po przeczytaniu czegoś takiego pomyśleć:
„Super, to idę ćwiczyć.”
Znacznie częściej pojawia się:
„Muszę uważać. Mam przecież uszkodzony kręgosłup.”
I właśnie tutaj zaczyna się problem.
Bo możesz zacząć unikać wszystkiego, co kojarzy Ci się z obciążaniem pleców.
Nie podnosisz cięższych zakupów.
Uważasz przy schylaniu.
Rezygnujesz ze sportu.
Prosisz kogoś o przeniesienie cięższej rzeczy.
A kiedy pojawia się propozycja treningu, myślisz:
„Przecież to dokładnie tego powinienem unikać.”
Tymczasem sama dyskopatia czy przepuklina nie oznacza, że już nigdy nie możesz ćwiczyć, schylać się czy podnosić cięższych rzeczy.
Celem jest coś zupełnie innego.
Chcemy stopniowo przygotować Twoje ciało, żeby znowu potrafiło sobie z tym wszystkim radzić.
„Ale ja miałem naprawdę dużą przepuklinę. Prawie skończyło się operacją”
I właśnie dlatego możesz bać się bardziej niż osoba, którą plecy zabolały kilka razy po pracy.
Pamiętasz, jak było źle.
Może bolało Cię nie tylko w plecach, ale również w nodze. Może miałeś drętwienie. Może nie mogłeś spać. Może zwykłe założenie skarpetek było problemem.
Nie chcesz drugi raz przez to przechodzić.
To całkowicie zrozumiała obawa.
Ale fakt, że kiedyś Twój stan był poważny, nie oznacza automatycznie, że przez kolejne lata powinieneś chronić plecy przed każdym większym wysiłkiem.
Jeżeli najgorszy etap jest już za Tobą, objawy się uspokoiły, a fizjoterapeuta ocenia, że możesz rozpocząć kolejny etap pracy, właśnie wtedy może pojawić się miejsce na stopniowe wzmacnianie.
Nie zaczynamy od sprawdzania, ile jesteś w stanie podnieść.
Zaczynamy od tego, co jesteś w stanie zrobić dzisiaj.
„Przecież właśnie od dźwigania rozwaliłem sobie plecy. Dlaczego mam teraz ćwiczyć z ciężarem?”
To pytanie ma sens.
Jeżeli pierwszy atak bólu pojawił się podczas podnoszenia czegoś ciężkiego, łatwo połączyć jedno z drugim:
ciężar = zagrożenie.
Tylko spójrz na to z innej strony.
W normalnym życiu i tak dźwigasz.
Podnosisz dziecko.
Niesiesz zakupy.
Przesuwasz meble.
Wyciągasz coś z bagażnika.
Pracujesz w ogrodzie.
Podnosisz coś z podłogi.
Nie możemy przygotować Cię do życia, mówiąc:
„Po prostu już nigdy niczego ciężkiego nie podnoś.”
Możemy natomiast zrobić coś znacznie bardziej praktycznego.
Przygotować Twoje ciało do tego, żeby coraz lepiej radziło sobie z takimi sytuacjami.
I do tego właśnie wykorzystujemy trening.
„Czyli mam robić martwy ciąg ze sztangą? Przecież to brzmi jak proszenie się o kłopoty”
Nie.
To nie wygląda tak, że przychodzisz pierwszy raz na trening, dostajesz sztangę i słyszysz:
„No dobra, zobaczymy, ile podniesiesz.”
Trening medyczny nie polega na biciu rekordów.
Jedna osoba zacznie od prostych ćwiczeń bez ciężaru.
Druga dostanie niewielki ciężar.
Ktoś inny będzie już gotowy na bardziej wymagające ćwiczenia.
A dopiero później, jeżeli wszystko idzie w dobrym kierunku, możemy stopniowo robić więcej.
Nie musisz dopasować się do ćwiczenia. To ćwiczenie ma zostać dopasowane do Ciebie.
„A co, jeśli podczas treningu znowu mnie strzeli?”
To prawdopodobnie jedna z największych obaw.
Zwłaszcza jeżeli masz za sobą silny atak bólu.
W głowie może pojawić się prosty scenariusz:
„Teraz jest dobrze → pójdę ćwiczyć → coś zrobię nie tak → znowu dostanę rwy → wszystko zacznie się od początku.”
Dlatego trening nie polega na wrzucaniu Cię od razu na głęboką wodę.
Zaczynamy spokojnie.
Sprawdzamy, jak reagujesz.
Jeżeli wszystko jest w porządku, robimy trochę więcej.
Potem znowu trochę więcej.
A jeśli jakieś ćwiczenie Ci nie służy, możemy je zmienić, uprościć albo na jakiś czas z niego zrezygnować.
Nie musisz udowadniać nam, że dasz radę.
To trening ma być dopasowany do Ciebie, a nie Ty do treningu.
„A jeśli podczas ćwiczenia poczuję ból? To znaczy, że znowu coś uszkodziłem?”
Nie każdy ból oznacza, że właśnie stało się coś złego z Twoim kręgosłupem.
To szczególnie ważne u osób, które przez długi czas zmagały się z bólem pleców.
Ale nie oznacza to też:
„Boli? Nieważne, ćwicz dalej.”
Jeżeli podczas treningu pojawiają się dolegliwości, sprawdzamy, co dokładnie się dzieje.
Czasem wystarczy zmniejszyć ciężar.
Czasem zmienić ruch.
Czasem zrobić mniej powtórzeń.
Czasem wybrać zupełnie inne ćwiczenie.
Dlatego nie jesteś zostawiony sam z pytaniem:
„Czy ten ból jest normalny, czy właśnie sobie szkodzę?”
Od tego jest osoba, która prowadzi Twój trening.
„Teraz wreszcie mnie nie boli. Po co mam ryzykować?”
To bardzo ważne pytanie.
I paradoksalnie właśnie wtedy wiele osób kończy rehabilitację.
Ból minął.
Można normalnie chodzić.
Można pracować.
Więc pojawia się:
„Jest dobrze. Lepiej już tego nie ruszać.”
Tylko że brak bólu nie zawsze oznacza, że odzyskałeś wszystko, czego potrzebujesz.
Pomyśl:
Czy bez obawy podniesiesz coś cięższego z podłogi?
Czy wróciłeś do sportu?
Czy możesz zrobić wszystko, co robiłeś przed problemami z plecami?
Czy nadal czasami łapiesz się na tym, że przed jakimś ruchem myślisz:
„Ostrożnie, bo mam kręgosłup”?
Jeżeli tak, to być może właśnie tego etapu jeszcze brakuje.
Nie chodzi już tylko o to, żeby przestało boleć. Chodzi o to, żebyś znowu zaufał swojemu ciału.
„To może będę robił tylko lekkie ćwiczenia na kręgosłup?”

Na początku czasem właśnie od tego zaczynamy.
Ale naszym celem nie jest sprawienie, żebyś przez następne 20 lat wykonywał wyłącznie kilka delikatnych ćwiczeń na macie.
Przecież Twoje normalne życie nie odbywa się na macie.
Czasem trzeba coś podnieść.
Czasem trzeba się schylić.
Czasem trzeba coś przenieść.
Czasem chcesz pobiegać, pojechać na narty, wrócić na siłownię albo pobawić się z dzieckiem.
Dlatego z czasem ćwiczenia również powinny coraz bardziej przygotowywać Cię do normalnego życia.
„Ale przecież już chodziłem na fizjoterapię”
I być może właśnie dzięki temu czujesz się teraz znacznie lepiej.
Tylko rehabilitacja nie zawsze powinna kończyć się w momencie, kiedy ból ustąpi.
Wyobraź sobie dwie osoby.
Obie przestały odczuwać ból pleców.
Pierwsza nadal boi się podnieść 10 kg z podłogi.
Druga spokojnie ćwiczy, dźwiga zakupy, uprawia sport i praktycznie nie zastanawia się nad swoim kręgosłupem.
Czy naprawdę obie wróciły do tego samego poziomu sprawności?
I właśnie dlatego u części pacjentów po fizjoterapii proponujemy kolejny etap:
trening medyczny.
„Nie chcę chodzić na siłownię i podnosić wielkich ciężarów”
I nie musisz.
Nie przygotowujemy Cię do zawodów.
Nie musisz robić przysiadów ze 100 kg.
Nie musisz wyglądać jak osoba z Instagrama fitness.
Ciężar jest tylko narzędziem.
Jeżeli Twoim celem jest bez problemu nosić wnuka – przygotowujemy Cię do tego.
Jeżeli chcesz wrócić do biegania – pracujemy nad tym.
Jeżeli chcesz znowu jeździć na nartach – trening będzie prowadził w tym kierunku.
Jeżeli po prostu chcesz przestać zastanawiać się przy każdym cięższym przedmiocie:
„Czy mogę to podnieść?”
to właśnie nad tym pracujemy.
„Skąd mam wiedzieć, które ćwiczenia są dla mnie bezpieczne?”
Nie musisz wiedzieć.
I to jest jedna z najważniejszych różnic pomiędzy:
„idź na siłownię”
a
„zacznij trening medyczny”.
Nie zostajesz sam z planem ćwiczeń i ciężarami.
Prowadzi Cię fizjoterapeuta, który zna Twój problem, wie, przez co przeszedłeś i na jakim etapie jesteś.
To on dobiera ćwiczenia, obciążenie i decyduje, od czego zaczniecie oraz kiedy można zrobić kolejny krok.
Nie musisz więc podczas każdego ćwiczenia zastanawiać się:
„Czy ja mogę to robić?”
„Czy ten ciężar nie jest za duży?”
„Czy przy mojej przepuklinie to jest bezpieczne?”
Od tego masz nas.
„A jeśli jednak coś pójdzie nie tak?”
Nie możemy obiecać Ci, że już nigdy w życiu nie zaboli Cię kręgosłup.
Takiej gwarancji nie może dać nikt.
Możemy natomiast zrobić coś znacznie bardziej sensownego:
stopniowo przygotowywać Twoje ciało do tego, czego wymaga od niego normalne życie.
Bez rzucania Cię od razu na duże ciężary.
Bez udowadniania czegokolwiek.
Bez robienia ćwiczeń tylko dlatego, że „tak się robi na siłowni”.
Krok po kroku.
A co, jeśli właśnie boisz się najbardziej?
Jeżeli masz za sobą poważne problemy z kręgosłupem, być może przez ostatnie miesiące słyszałeś głównie:
„Uważaj.”
„Nie dźwigaj.”
„Nie schylaj się.”
„Oszczędzaj kręgosłup.”
Nic dziwnego, że propozycja treningu może brzmieć dziwnie.
Ale chcemy, żebyś spojrzał na swój cel trochę inaczej.
Nie chcemy nauczyć Cię, jak przez całe życie chronić się przed każdym obciążeniem.
Chcemy stopniowo przygotować Cię do tego, żebyś mógł normalnie żyć.
Żebyś mógł się schylić i nie zastanawiać się, czy zaraz coś się stanie.
Żebyś mógł podnieść zakupy.
Wziąć dziecko na ręce.
Wrócić do sportu.
Pojechać na wakacje.
Popracować w ogrodzie.
I przede wszystkim:
żebyś przestał traktować swoje plecy jak coś, co może „zepsuć się” przy każdym niewłaściwym ruchu.
Po co więc trening medyczny?

Nie po to, żeby zrobić z Ciebie kulturystę.
Nie po to, żeby sprawdzić, ile podniesiesz.
I nie dlatego, że „każdy powinien chodzić na siłownię”.
Chodzi o to, żeby Twoje ciało było przygotowane do Twojego życia.
Jeżeli przez ostatnie miesiące skupialiśmy się na tym, żeby zmniejszyć ból, kolejnym krokiem może być odzyskanie siły i pewności w ruchu.
Najpierw spokojnie.
Potem trochę więcej.
Aż rzeczy, których dzisiaj się boisz, znowu staną się normalne.
Jeśli fizjoterapeuta zaproponował Ci trening medyczny…

…to nie dlatego, że zapomniał o Twojej dyskopatii.
Właśnie dlatego, że zna historię Twojego kręgosłupa i wie, przez co przeszedłeś, może uznać, że nadszedł czas na kolejny etap.
Etap, w którym nie skupiamy się już tylko na tym, żeby mniej bolało.
Zaczynamy przygotowywać Twoje ciało do normalnego życia.
W SpineMedica ten sam fizjoterapeuta może prowadzić Cię dalej również w treningu medycznym. Zna Twój problem, wie, od czego zaczynaliśmy i jak zmieniały się Twoje objawy.
Dlatego nie zaczynasz treningu od zera z kimś, kto pierwszy raz Cię widzi.
To po prostu kolejny etap tej samej rehabilitacji.
Najpierw chcemy pomóc Ci opanować ból.
Później odzyskać swobodę ruchu.
A następnie zbudować siłę i pewność, że Twoje plecy poradzą sobie z tym, czego wymaga od nich normalne życie.
Nadal masz obawy przed rozpoczęciem treningu?
Nie musisz sam decydować, czy jesteś już gotowy na większe obciążenie i od jakich ćwiczeń zacząć.
Podczas wizyty ocenimy, na jakim etapie jesteś i dobierzemy trening do Twoich aktualnych możliwości.
Chcesz zacząć wzmacniać plecy, ale boisz się zrobić to sam? Umów wizytę w SpineMedica.
Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy możemy Ci pomóc, zadzwoń!
517-381-14
📍 SpineMedica – ul. Radziecka 19, Nowy Sącz


